Jak zakładki w książce…

Nauczyłem się myśleć cytatami. Każdy nastrój, każda emocja jaka we mnie tkwi odbija się wyraźnie na mojej playliście. Czasem, kiedy jest gorzej wystarczy kilka minut pełnych harmonijnej muzyki, ciekawych słów, by wszystko odeszło w niepamięć, żebym nabrał siły na dalszą walkę ze światem i przeciwnościami. Wystarczy jedynie znaleźć ten odpowiedni kawałek. Czasem pomaga więc “ostry”, czasem zanurzam się w muzyce Turnaua, Grechuty, czasami jest to coś mocniejszego. Zawsze jednak wiem, że gdzieś jest ten zbiór nut i liter, który poprawi mi nastrój. Nauczyłem się myśleć cytatami, nauczyłem się żyć muzyką. Z biegiem lat tworzę soundtrack do swojego życia, magazynuję utwory, które przywołują w pamięci konkretne chwile. Takim sposobem “Te słowa” Eldoki zawsze wzbudzą we mnie 11-letniego dzieciaka trochę przytłoczonego przez świat a “Nie baw się synku żołnierzami” Turnaua przypominać będzie o brutalnym zetknięciu z rzeczywistością. Za kilkanaście lat spojrzę na siebie przez pryzmat czasu, ale tym co przypomni mi moją tożsamość i historię, będzie muzyka. Muzyka duszy…

“Ja nie chcę wcale walczyć z czasem wspomnieniami
bo w przemijaniu drzemie cały życia smak…”

Druga strona medalu…

Słowa płynęły… unosiły się z każdym podmuchem, wirowały. Najbardziej na tle ciemnej nocy jaśniało jedno. Wypalało się od wewnątrz, na zaciśniętych powiekach. Kusiło, nie dawało spać i ciągle dudniło w głowie. Widziałem je cały czas, bez przerwy, jedno słowo… DOSYĆ!
Ze snu wyrwał mnie budzik. Dosyć, mieli rację ci, którzy rozpoczęli tę bitwę. Dosyć siedzenia cicho. Pora zakończyć tę udrękę. Ubrałem mundur. Zimne blaszki – odznaki Gwardii Prezydenckiej – zaczęły mnie zawstydzać. Ale już niedługo. Jeszcze trochę i zrzucę to fałszywe ubranie, powiem głośne NIE babilońskiej bestii. Złapałem pistolet w dłoń i wyszedłem z koszar.
Do pałacu miałem dziesięć minut drogi. Do auta jednak nie wsiadłem. Ostatnimi czasy to zbyt niebezpieczne. W okresie zamieszek i wszędobylskich rakiet samochód jest jak pułapka. Korzystając z doświadczenia lat ulicznych patroli przemknąłem bocznymi uliczkami i po piętnastu minutach stałem już pod bramą pałacu. Wartownik nie patrząc na moją twrz poprosił o dokumenty.
- Och, to pan, panie pułkowniku. Proszę wejść, prezydent pewnie ucieszy się z pańskiej wizyty.
- To oczywiste – odparłem, w duchu śmiejąc się głośno.
Przeszedłem przez ciężkie, żelazne odrzwia. Pałac obszedłem z lewej strony. Boczne drzwi dla służby. Wyważyłem je kopniakiem. Przeładowałem broń, dokręciłem tłumik.
- Dawaj, gnoju! – szepnąłem do siebie i pożegnałem się z życiem.
Pięć minut później, drzwi do gabinetu prezydenta otworzyły się z hukiem. Dopadłem go zaszokowanego, nie był w stanie się bronić.
- Solski! Pułkowniku, co wy robicie? Przestańcie mnie szarpać! To rozkaz…
Gdzieżbym myślał słuchać jego rozkazów, czy próśb nawet. Ba! Błaganiem też by mnie nie przekonał. Już nie. Za późno! DOSYĆ jego władzy, dosyć państwa policyjnego. Pora by światem rządziły dobre idee. Idee rewolucjonistów – Dimskiego, Krewicza – przywódców nowego oświecenia. Oto czas wyjścia z mroku ku światłu. Już dosyć…
Szarpnąłem raz jeszcze. Prezydent wyleciał zza biurka i mocno walnął o ziemię. Wyciągnąłem go z gabinetu i rzuciłem na posadzkę śliską i lśniącą od krwi gwardzistów. Prezydentowi przestrzeliłem kolana, by nie uciekł za daleko i wróciłem do gabinetu. Szybę w gablotce wybiłem łokciem, wyciągnąłem z niej piękny, pozłacany egzemplarz Desert Eagle’a z wygrawerowanym napisem “Prezydentowi za zasługi – Rodacy”. Tak, to będzie to – pomyślałem – to doskonale pasuje. Do magazynka wrzuciłem jedną złotą kulę z tej samej gabloty. Leżał na korytarzu tak jak go zostawiłem. Płakał. Łkał jak dziecko, któremu starszy kolega zabrał zabawkę. Gdyby widzieli to rewolucjoniści! Oni dopiero mieli by używanie. Ha! Lecz to ja będę tym, który doprowadzi do śmierci tego szatana i mordercy. To ja wyzwolę lud. To mi podziękują i złożą gratulacje. To mi… dosyć! Koniec myśli, koniec marzeń. Pora brać się do roboty. Leżącego i kwiczącego na podłodze prezydenta obróciłem na plecy. Stanąłem nad nim. Wycelowałem między oczy…
- Giń sukinsynu…
Wystrzał na chwilę mnie ogłuszył. Mózg pobrudził mi nogawki szarego munduru. Złapałem martwe ciało prezydenta za włosy i zacząłem ciągnąć do głównych drzwi. Wokoło słyszałem strzały, jęki i krzyki. Rewolucja! Wykorzystali okazję! Gdy otwierałem drzwi frontowe zabrzmiał ostatni huk. Brudna i zmęczona banda rewolucjonistów szła w moją stronę. Rzuciłem zwłoki na schody, uniosłem broń w górę. Okrzyk radości wyrwał się z gardeł setki ludzi. Do mnie podeszło dwóch z nich. Dimski i Krewicz. Brudni od krwi, kurzu i potu uśmiechnęli się i uścisnęli mi ręce. Krewicz wszedł do pałacu. Wtedy Dimski powiedział mi:
- Gratuluję. Gratuluję panie Solski. Udało się panu to, o czym ta banda na dole marzyła od kilku lat. Gratulacje. Chciałbym panu podziękować za krótką, lecz jak owocną współpracę. Szkoda, że nie ma ona szans na przyszłość.
- Dlaczego pan tak uważ… – chciałem odpowiedzieć, lecz potężne uderzenie w brzuch, niedźwiedzią łapą Dimskiego powaliło mnie na kolana. Poczułem zimny dotyk na potylicy. Za sobą usłyszałem bezlitosny, metalowy odgłos ładowanej broni i równie zimny głos Krewicza:
- Dobranoc panie pułkowniku!
Wystrzału już nie słyszałem…

“Policzone są Twoje dni…”

Od pewnego czasu Adam Ostrowski króluje w moich głośnikach. Flow, metafory, bity i freestyle to cztery słowa, których on sam używa określając swój styl. “Ja tu tylko sprzątam” jest dla mnie unikalną, a mimo to utrzymującą wysoki poziom produkcją, idealnie skomponowaną, wyważoną i chwytliwą. Szukasz lajtowej nutki by ukoić nerwy lub poprawić humor? Proszę bardzo -lajtowa nutka z przekazem. Masz jakiś kryzys? Nie wiesz czego oczekiwać od życia i tym podobne bzdury? Wysłuchaj tego a pewnie będzie lepiej. A tam jest tego więcej… szukaj ;]
Nie wiem co jest… zawsze muzyka była nieodzowną częścią mojego życia ale ostatnio po prostu nie mogę bez niej wytrwać. W powyższe linki potrafię kliknąć kilka razy w ciągu godziny. Ciągle chce czuć ten werbel, bas, to wszystko co tworzy hipnotyczne brzmienie. Ostry wypluwający słowa szybciej i celniej niż karabin sprawia, że moja morda się raduje. Sprawdź sam ;]

Powrót, mam nadzieję…

Po dość sporej przerwie czas by ten zapomniany kawałek internetu odżył.

Kiedy skleciłem ostatni wpis daleko było jeszcze daleko do wakacji i końca szkoły. Pod koniec wakacji, gdy za dwa tygodnie będę musiał wstać rano, spakować plecak i pomaszerować na tramwaj wiozący mnie do szkoły, patrzę na większość rzeczy inaczej.
Nie mogę powiedzieć, że śmiało kroczę w przyszłość nie oglądając się za siebie. Dwa tygodnie przed rozpoczęciem kolejnego ważnego etapu mojego życia, wspominanie dobrych i złych chwil z przeszłości jest moim najczęstszym zajęciem. Ponadto staram się działać (co zresztą widać). Nie brak mi chęci, gorzej z wytrwałością. Jednak ze wsparciem przyjaciół nie wątpię, w powodzenie rozpoczętych przedsięwzięć.
Zastanawiałem się co stworzyło ten wielki zapał do pracy. Możliwe, że jest to chęć zakończenia w jakiś godny sposób etapu “gimnazjalisty”. Jednak może to również być chęć poprawy, zreflektowania się we własnych oczach po ostatnim upadku moralnym i kulturowym. Zresztą… ważne, że idzie to wszystko w dobrą stronę.
Efekty mojej pracy zobaczyć będzie tu można już niedługo (mam nadzieję). W razie czego poprostu skopcie mi dupę to się zaraz do roboty wezmę. Tymczasem kończę. Peace!

Wiosenno-letni rozkwit.

Na dobrą sprawę jest jeszcze zima. Po prawdzie ani temperatura ani mentalność o tym nie świadczy ale obserwując rynek gier widzi się wiosnę (a może nawet lato) w pełni. Ale chronologicznie:

Fable 2
Czytając zapowiedzi Fable byłem zachwycony. Nie pierwszy raz Peter Molyneux obiecywał grę ze swobodą Simsów lub gier z serii The Elder Scrolls, zachwycającą grafiką i rozwiązaniami, które zrewolucjonizować miały przyszłość gier. Cóż – zamierzenia te spełniono jedynie połowicznie. Owszem, system dobra i zła w Fable jest całkiem niezły, tak samo jak możliwość zakupu domu i założenia rodziny. Jednak swoboda ograniczana była przez ścieżki – bynajmniej nie fabuły. Po obszarach gry poruszać się można było jedynie wyznaczonymi ścieżkami i ani na krok nie wolno było z nich zboczyć. Na szczęście rozgrywka była na tyle przyjemna, że większość graczy jakoś przełknęła ten fakt.
Jakiś czas później pojawiają się doniesienia o Fable 2. Jak zwykle Peter Molyneux obiecuje gruszki na wierzbie mówiąc, że Fable 2 będzie tym czym miało być Fable a co nie zostało jednak do końca spełnione. Jednakowoż oglądając poniższe dwa filmiki zaczynam znowu wierzyć temu cudownemu wizjonerowi, który kiedyś (a może w całkiem niedalekiej przyszłości) stworzy grę będącą hitem i która zapisze się w historii na wieki. Amen.

Krótka prezentacja
Jedno z cudownych rozwiązań

Premiera Fable 2 na Xboxa 360 zapowiadana jest na kwiecień tego roku. Ja sam zniecierpliwiony czekał będę na to włąsnie wydarzenie i niezwłocznie zaopatrzę się w jej egzemplarz.
Dlaczego więc w tytule znaleźć możemy “wiosenno-letni rozkwit”? Letni gdyż właśnie na początku lata ukazać ma się kolejny hit na Xboxa 360:

Assassins Creed
Nowa gra Ubisoftu pozwala wcielić się w XII-wiecznego assassyna – mordercę niezwykle wprawnego w swym fachu, zdolnego akrobatę. Altair – bo jego ruchami kierować nam przyjdzie – to niezwykle sprawny człowiek. Szkolony od dziecka do swego fachu jest jednym z przedstawicieli zakonu powstałego około pierwszej krucjaty. Akcja gry toczy się na bliskim wschodzie, w trzech miastach (Akor, Damaszek i Jerozolima) oraz bazie assassynów w Syrii. Realizm oraz rozbudowane mechanizmy rozgrywki sprawią, że gra będzie sprawiała samą przyjemność. Więcej nie powiem – oglądnijcie filmiki to wiedzieć będziecie wszystko.

Trailer
Odrobinę o Assassins Creed
Gameplay

Mi te dwa tytuły wystarczą by dowieść rozkwitu jaki zaobserwować można tej wiosny. Pozostaje nam jedynie czekać na premiery tych tytułów.

Wiosna wkoło.

Jako się rzekło tak jest. Zimno, które wisiało nad Krakowem do wtorku przepadło, odleciało. Jedyne co jeszcze męczy to wiatry i deszcze ale to się da przeżyć. Najważniejsze jednak, że dziś siedząc pod oknem w szkole mogłem spokojnie podziwiać jak słońce delikatnie oblewa moją twarz swoimi promieniami. Śmiejcie się ale to było cholernie przyjemne po tej szarej i mokrej “zimie”.

Rozpoczynają się prezentacje liceum w naszej szkole co wiąże się z rosnącym dylematem wyboru szkoły. Mimo, że przez ostatnie kilka miesięcy byłem zdecydowany ostatnio rozmowa z koleżanką (uczącą się na profilu, na który chcę iść) zasiała we mnie ziarno zwątpienia. Mam nadzieję jednak, że uda mi się je zwalczyć gdyż bardzo chcę iść do tej szkoły.

Niektórzy…

Dziwię się ludziom. Rozumiem tolerancję i tym podobne. Ja niestety coraz rzadziej jest dostępuję gdyż włosy – że siętak wyrażę – od ponad roku mi nie maleją (wręcz przeciwnie a z ich długości można powiedzieć jestem trochę dumny). Toleruję ludzi normalnych. Są to – w moim mniemaniu – ludzie, którzy może nie są w czymś wybitni ale mają swoje mniejsze lub większe pasje i żyją sobie nie wadząc nikomu. Nie mogę za to już ścierpieć takich ludzi, którzy (ekhem) delikatnie mowiąc “w dupie byli, gówno widzieli i tyleż wiedzą” a cechuje ich (jakby to rzekł Nietzsche) “mentalność panów” conajmniej bezpodstawna. Traktują wszystko i wszystkich wokół siebie z góry i nie przeszkadza im fakt, że na te “wyżyny” wyniosły ich tylko puste jak balony głowy, które ktoś może bez problemu przebić – ot, celną ripostą.

Wspomniałem tu o Nietzschem. Niebezpodstawnie gdyż ostatnio ludzie tacy, jak Ci przedstawieni powyżej utwierdzają mnie w przekonaniu, że Nietzsche do cholery jasnej miał rację. Hitler wobec tego po części też, z tą jedynie różnicą, że fakt przynależności do rasy wyższej lub niższej nie ma żadnego związku z narodowością, kolorem skóry czy poglądami. Sam podział jest dlatego dość trudny gdyż nie zawsze znamy czyjąś prawdziwą twarz. Ale to dotyczy tylko tych fałszywych… i dobrze.

Odnowa od nowa.

Coś się kończy, coś się zaczyna, a ja zmuszony spamem, który począł pojawiać się na poprzednim dzienniku musiałem zakończyć go i rozpocząć ten.

Jak narazie nie wiele dzieje się w moim życiu. Albo inaczej: dzieje się tak dużo, że nie wiadomo tak naprawdę co. Na szczęście tylko do kwietnia bo potem jużz górki. A potem Lipiec i KoRn w Katowickim Spodku. Nie mogę się doczekać.
Na tę chwilę nie mam wiele do powiedzenia jednak coś się we mnie zbiera i już niedługo pewnie pojawi się tu dośćduży monolog. Howk!